Wybrałam się wczoraj do Lidla po jabłka, wróciłam z rabarbarem. Chęć na jabłka była przeogromna, ale niestety cena nieco mnie zszokowała. Bo czy 7 niespełna złotych to nie jest lekka przesada? W tej samej cenie były nektaryny i brzoskwinie, a nawet winogrona. Ok, ok, czerwiec to nie sezon na te owoce, ale zdaje się, że miesiąc temu też nie był, a ceny były niższe. No nic, jest rabarbar, jest ok :)
Na dziś poleca się 'krem o rodowodzie niekremowym' - zupełnie nienabiałowy, bo ni grama mleka czy śmietanki tu nie uświadczymy. A mimo to bardzo delikatny, pięknie pastelowy, słodki, ale i idealnie kwaskowaty, mniam, mniam...
Rabarbarowy krem jaglany
(2 porcje)
3/4 szkl. kaszy jaglanej
1,5 szkl. wody
1 łyżeczka cukru wanilinowego
szczypta soli
1 łyżeczka cukru + 2 łyżki cukru
ok 4 łodygi rabarbaru
Rabarbar myjemy, obieramy (ściągamy wierzchnie włókna), a następnie kroimy w kostkę i umieszczamy w rondelku z niewielką ilością wody, 2 łyżkami cukru. Dusimy na małym ogniu do momentu powstania gładkiej 'konfitury'. Kaszę jaglaną płuczemy lub prażymy na suchej patelni, wsypujemy do gotującej się wody z dodatkiem soli, łyżeczki cukru oraz cukru wanilinowego. Gotujemy na małym ogniu ok 15-20 minut. Kaszę łączymy z rabarbarem i miksujemy blenderem do gładkości. Przekładamy do pucharków. Smaczności!


































